Byliście w placówce Warmaru w Bunkerville. Sytuacja była napięta, i wszyscy zdwaliście sobie sprawę, że każdy ruch może rozpocząć strzelaninę. Impas przerwał automatyczny komunikat, odebrany przez radiostację w placówce. Nie był dla was całkowicie jasny, ale wynikało z niego tyle, że wasza wiedza na temat kultu, a zwłaszcza używanej przez niego technologii, była zbyt cenna, by Samanta pozwoliła swoim ludziom strzelić do was. Rozstaliście się w niemiłej atmosferze, zawiązując kompromis, który nikogo nie zadowalał - ani was, ani Samantę. Samanta pozwoliła wam opuścić placówkę bez szwanku, za to nie dostaliście ani gambla za pomoc w ocaleniu placówki przed najazdem szeryfa. Dostaliście paliwo na drogę oraz eskortę żołnierza, który miał was odprowadzić do placówki Warmaru w Vegas.
Baker, nie zbyt rozgarnięty najemnik na usługach Warmaru, którego zatarg z Richim rozpoczął całą awanturę, nie preżył tej podróży. Gdy tylko Baker zatrzymał się na siku, Lucas strzelił mu w tył głowy. Przez radio zamontowane przy motocyklu Bakera wykrzyczeliście, że jesteście pod ostrzałem, oddaliście kilka strzałów w powietrze, po czym Richie strzałem zepsuł samo radio. Ciekawe czy w Bunkerville ktokolwiek uwierzył w wasze przedstawienie. Reszta podróży do Vegas minęła bez incydentów.
Zatrzymaliście się pod ruinami sklepu, z którego dzień wcześniej odbieraliście towar. Jean, Mallgar i Lucas weszli do środka, aby domknąć sprawę. Jack i Richie mieli dość kłopotów, uznali swój dług za spłacony i zbierali się w swoją stronę. Napotkali starego znajomego Richiego z Bunkerville - Rufusa. Rufus, wiecznie ucieszony zbieracz złomu, od kilku dni przebywał w Vegas, i ominęły go wasze przygody w Bunkersille. Umówiliście się z Rufusem w barze, żeby pogadać i odpocząć po robocie.
Ruiny sklepu, w którym Warmar urządził sobie placówkę, zmieniły się od waszej ostatniej wizyty - nie było już pustych, rozszabrowanych półek na towary, za to na dziale mięsnym był duży stół, przy którym Henry pochylał się nad jakimiś papierami. Było też więcej żołnierzy, niż poprzednio. Był obecny co najmniej jeden z żołnierzy, który miał wcześniej zatarg z Lucasem, ale poza wytykaniem palcem, obyło się bez incydentów. Mallgar opowiedział Henremu całą historię, niczego nie zatajając - nawet zabicia żołnierza Warmaru w barze u Garrego. Pokazał mu również Ów-bio, które Henry sobie zatrzymał. Henry przyjął całą opowieść ze spokojem. Na prośbę Jeana zapłacił za waszą opowieść amunicją, jak gdyby od niechcenia biorąc z zapasów Warmaru to, co akurat było. Zapytał was nawet o preferowany kaliber. Henry uświadomił was, że wiecie już za dużo, i nie możecie tak po prostu odejść - Warmar będzie was obserwował. Nie wiecie na ile to było ostrzeżenie, informacja, czy może tylko blef. Nie wiecie jakie są możliwości Warmaru w Vegas, ale widzieliście na własne oczy kiepski stan placówki Warmaru w Bunkersille. Henry mówił tak, jakby placówka w Bunkerville była już spisana na straty. Henry nie nakazał wam wprost podjęcia żadnych działań, za to kazał mieć oczy otwarte na cokolwiek związanego ze sprawą. Opowiedział wam historię przedwojennych badań - “Projektu Koralowego”, próby połączenia świadomości człowieka ze sztuczną inteligencją. Mechaniczny “tron”, który widzieliście w kopalni, był prawdopodobnie technologią odzyskaną z Projektu Koralowego. Opuściliście posterunek, i poszliście się napić do Rozpitego Atomu. Tam czekali już Richie, Jack, oraz Rufus.
Rufus miał dobry dzień, postawił wam po kolejce, a i sam sobie nie żałował. Richie ledwo go powstrzymał przed przewaleniem całego zarobku na zakłady. Rufus nie uwierzył wam, że byliście w Bunkerville, za to na wspomnienie o Garrym przypomniały mu się pijackie opowieści starego barmana. Wygląda na to, że Garry po pijaku opowiadał o kulcie, lecz wszyscy brali to za bajdurzenie pijaka. Waszą ciekawość przykuła opowieść o łączeniu z duchem maszyny, koralowym duchu, który mieszka pod ziemią, pod neonem między słupami wody. Przypadek? Nie sądzę. Jean skojarzył, że może chodzić o neon AquaCorp, rozpięty między starymi wieżami ciśnień. Jack wyszedł się wysikać. Zrobił to najgorszym możliwym momencie.
Drużyna pozostała przy stole wyczuła nowe kłopoty - przy stoliku obok drzwi siedzieli ludzie o dziwnie znajomych twarzach. Dotarło do was skąd znacie te twarze - widzieliście je w grocie pod kopalnią Farsona. Co gorsza, zaraz za niczego nie świadomym Jackiem, z baru wyszedł jeden z kultystów. Wiedzieliście, że Jack jest w kłopotach, i postanowiliście działać. Jean i Lucas chcieli rozproszyć barmana rozmową, podczas gdy Richie chciał się przemnąć na zaplecze, by krótszą drogą dotrzeć do Jacka. Nic z tego nie wyszło - barman zauważył, że Richie coś kombinuje. Jean postanowił wykonać pierwszy ruch w bespośredniej konfrontacji - wyciągnął broń i zaczął mierzyć do kultystów. Ci zerwali się do ucieczki. Jean zastrzelił jednego na miejscu, drugiemu udało się uciec z baru. Ruszyliście w pościg.
Jack sikał, i tylko wrodzona czujność uratowała mu życie - zauważył nożownika zanim ten zdążył dźgnąć Jacka. Obiegł budynek, lecz nożownik dogonił go na zakręcie. Doświadczenie policyjne pozwoliło Jackowi przez chwilę bronić się przed ciosami. Dwóch przechodniów przystanęło, i położyło dłonie na kaburach, obserwując rozwój wydarzeń.
Tymczasem Jean wybiegający z baru okazał się strzelcem wyborowym - postrzelił uciekiniera w nogę, uniemożliwiając mu dalszą ucieczkę. Richie pobiegł na pomoc Jackowi - w dwójkę bez problemu dali radę napastnikowi. Richie, który miał już sprawy serdecznie dość, wyładował całą swoją złość okładając leżącego nożownika aż ten przestał oddychać - a potem jeszcze trochę. Przechodnie zaczęli się wycofywać - robiliście zamieszanie w białý dzień na środku ulicy.
Zaciągnęliście postrzelonego w nogę kultystę do samochodu i posadziliście na siedzeniu pasażera z przodu. Richie prowadził, z tyłu Jean przytrzymywał zakładnika. Obok Jechał Lucas i asekurował. Zakładnik szarpał się i przeszkadzał Richiemu w prowadzeniu tak, że samochód prawie uderzył w budynek. Richie gwałtownie zachamował - zakładnik uderzył w przednią szybę, a Lucas podjechał, by pomóc opanować sytuację. Gdy przekładaliście zakładnika do bagażnika, za wami zatrzymał się samochód. Jean poznał po jakości samochodu, oraz posturze i wyrazie twarzy ludzi w środku, że musieli to być ochroniarze jednego z szych. Tacy ochroniarze w Vegas stanowili swego rodzaju policję. Obserwowali, gdy zamykaliście bagażnik, i ruszyli za wami. Gdy zjechaliście na parking pod sklepem, gdzie Warmar urządził sobie placówkę, jechali dalej, oglądając się za wami przez szybę. Oddaliście zakładnika w ręce żołnierzy Warmaru. Opowiedzieliście Henremu o spotkaniu z Rufusem. Henry obiecał was wynagrodzić, jeśli wasza historia o tajnym wejściu pod wieżami ciśnień się potwierdzi.